niedziela, 5 maja 2013

Rozdział 10




*Oczami Zayna

          Jest przyjaźń i nic poza tym. Ale czy mi to naprawdę pasuje? Tak, bo to co było, to przeszłość i nic więcej. A może ja sobie tak tylko wmawiam, żeby było łatwiej?
          Czemu ona znów pojawiła się na mojej drodze? Czemu znów sprawiła, że wszystkie moje myśli poświęcone są tylko jej? Czemu sprawia, że jest jedynym obiektem zainteresowania? Wystarczy jedno spojrzenie w jej cudne brązowe oczy, by stracić się kompletnie w ich głębi. Jeden najmniejszy dotyk, sprawia, że przeszywa mnie dreszcz. Jeden jej uśmiech wystarczy, bym zrozumiał czy do szczęścia nic mi więcej nie potrzeba, prócz niej. Ale czy to długotrwałe uczucie?
          Usłyszawszy głos Liama, informujący mnie, że wychodzimy, ostatni raz uśmiechnąłem się do swojego lustrzanego odbicia. Opuściłem łazienkę i szybko zbiegając po krętych schodach, stanąłem w dużym przedpokoju, gdzie czekała na mnie czwórka moich przyjaciół.
- Więc? – spytał Louis, podnosząc jedną brew do góry i spoglądając na każdego z nas.
- Idziemy. – odpowiedział Liam, a my mu przytaknęliśmy.
          Stając pod mahoniowymi drzwiami, po przyciśnięciu dzwonka, czekaliśmy, aż któraś z dziewczyn nam otworzy. Każda sekunda dłużyła mi się w nieskończoność, w końcu za chwilę miałem zobaczyć Rosalie. Bałem się, że pod wpływem impulsu, zrobię coś głupiego. Coś czego będę potem żałował, lub coś co zmieni moje życie. Nie wiedziałem, czy uda mi się powstrzymać przed powiedzeniem jej co prawdopodobnie do niej czuję, czy pocałowaniem jej.
          Moją walkę z myślami i pojawiającym się, jeden za drugim, scenariuszem dzisiejszego wieczoru, przerwała Jessica, która z uśmiechem przywitała nas i przepuściła przez próg. Całą szóstką przeszliśmy do salonu, gdzie siedziała pozostała trójka dziewcząt. Po przywitaniu się z nimi, przyszedł czas na zabawę.
Z każdą kolejną sekundą czułem się coraz lepiej. Alkohol, który zawładnął moim ciałem i umysłem sprawiał, że stawałem się bardziej rozluźniony, pozbawiony zmartwień. Rozglądnąłem się po średniej wielkości salonie, kolejno popatrzyłem się po swoich towarzyszach, jednak moją uwagę przykuło towarzystwo siedzące na fotelu. Siedziały tam Scarlett i Rosalie, które głośno śmiały się z dowcipów opowiadanych przez Louisa.
          W pewnym momencie, nasze spojrzenia się spotkały. Lekko uśmiechnąłem się w stronę blondynki, co odwzajemniła, następnie szybko spuszczając wzrok. Wypowiadając kila słów do dwóch towarzyszących ich osób, wstała z fotela i pośpiesznie udała się ku wyjściu.
          Iść za nią? Nie, chyba nie ma potrzeby. A jeśli coś się jej stało? Nie, raczej nie. W tym momencie zacząłem szukać, jakiegoś powodu, by za nią pójść. Nie obchodziło mnie jej zdanie, czy by sobie życzyła moją obecność, tylko po prostu chciałem być blisko niej. Zachowywałem się jak samolub. Rozpieszczona gwiazdeczka.
          Powoli wszedłem na piętro i udałem się prosto do pokoju Rosalie. Bez pukania wszedłem do środka. Zauważyłem stojącą do mnie tyłem, postać blondynki. Powoli podszedłem bliżej. Poczułem piękną woń jej perfum, których w dalszym ciągu nie zmieniła.
- Wszystko w porządku? – spytałem. Na dźwięk moich słów, Ros gwałtownie odwróciła się do mnie przodem. – Przepraszam, że cię wystraszyłem.
- Tak, wszystko dobrze. – odpowiedziała i lekko się do mnie uśmiechnęła.
          Zapadła cisza, której żadne z nas nie zamierzało przerwać. Ona patrzyła w moje oczy, a ja w jej, w których kompletnie się zatraciłem. Do mojej głowy napłynęły kolejne wspomnienia z Londynu, za którym tęskniłem, związane z blondynką. Były to jedne z piękniejszych, jakie kiedykolwiek zdarzyły się w moim życiu. Chwile, których wspomnienia nie opuszczały mnie przez pewien okres na krok. Chwile, które stanowiły dla mnie pewną inspirację.
- Zayn, słuchasz mnie w ogóle?! – spytała mnie Rosalie.
- Co? Mówiłaś coś? – odpowiedziałem pytaniem na pytanie.
- Tak. Spytałam tylko, czy i ty dobrze się czujesz. – poinformowała mnie blondynka.
- Nie, czuję się źle. – odpowiedziałem. – Jednak kiedy jesteś przy mnie, od razu to się zmienia. – dodałem i lekko przygryzłem dolną wargę. Rosalie na dźwięk moich słów otworzyła szerzej oczy.
- Jesteś pijany. – skomentowała. Już miała mnie wyminąć, lecz uniemożliwiłem jej to, chwytając ją za rękę.
          Rozpocząłem walkę. Sam ze sobą. W mojej głowie biły się ze sobą dwa głosy. Pożądanie ze zdrowym rozsądkiem, przeplatającym się z głosem sumienia, który przypominał mi o Perrie. Mojej ówczesnej dziewczynie, która przecież nie jest mi obojętna. A może powinienem powiedzieć, nie była? Niczego nie byłem teraz pewien, tak jak tego, że zależy mi na Rosalie, jeszcze bardziej niż wcześniej. A może to był mój kaprys?
          Spojrzałem na blondynkę, która spojrzała na mnie ze strachem.
- Nie rób nic, czego będziesz potem żałował. – wyszeptała. Stanąłem przed nią tak, że znów patrzyliśmy sobie twarzą, w twarz.
- Dam ci spokój, jeśli wyjaśnisz mi, czemu ty to robisz! – powiedziałem podniesionym głosem.
- Ale o co ci chodzi?! – spytała prawie, że krzycząc.
- O to, że każdego dnia, odkąd się spotkaliśmy po tak długiej rozłące, tylko ty zajmujesz miejsce w mojej głowie. Moja każda, nawet najmniejsza myśl poświęcona jest wyłącznie tobie. Cały czas widzę twoją delikatną twarz, duże, brązowe oczy, w których niemalże zawsze się zatracam i usta, które niegdyś łączyły się z moimi. – powiedziałem i delikatnie przejechałem palcem, po dolnej wardze dziewczyny, która cały czas stała w bezruchu. – O to, że teraz nie liczy się dla mnie nikt inny, tylko ty. O to, że pociągasz mnie jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. – dokończywszy ostatnie zdanie, na chwilę się zatrzymałem i biorąc głęboki oddech, postanowiłem wyrzucić wszystko co leży mi na sercu. – I o to, że muszę ze sobą walczyć, tylko by powstrzymać się przed tym. – dodałem i namiętnie wpiłem się w usta dziewczyny.
          Rosalie z początku próbowała mnie odepchnąć, jednak za wszelką cenę starałem się jej to nie umożliwić. Po chwili odpuściła. Chwyciła mnie jedną ręką za kark, a drugą błądziła po moich czarnych włosach. Ja za to położyłem jedną rękę na jej policzku, a drugą na tali. Nasz pocałunek stawał się coraz szybszy i namiętniejszy. Nie mogłem się jej oprzeć. Tak bardzo za tym tęskniłem. Za jej pocałunkami i jej osobą. Ignorując całkowicie głos sumienia, kompletnie zatraciłem się w tej jednej chwili, w której oboje tkwiliśmy. Coś trzymało mnie przy niej. Coś co kazało nie rezygnować i podjąć walkę o jej serce. Nie obchodziło mnie, że ktoś może tutaj wejść i nakryć nas.
          Po upływie czasu, nasze usta się rozdzieliły. Spojrzałem na dziewczynę, która wlepiła swoje spojrzenie w podłogę. Delikatnie chwytając za jej podbródek, podniosłem jej twarz, aby uzyskać kontakt wzrokowy. Kiedy tak się stało, po jej policzku spłynęła łza, którą szybko starłem.
- Nie możemy. – odpowiedziała. – Masz dziewczynę, która cię kocha, a ty kochasz ją. – dodała i dotykając mojego policzka, spojrzała w moje oczy i wybiegła z pokoju.
Podszedłem do łóżka, gdzie usiadłem i schowałem twarz w dłonie. Cholera pomyślałem.
- Cholera! – tym razem krzyknąłem. Teraz dopiero doszło do mnie, co najlepszego zrobiłem. Znów ją zraniłem.
***

Cześć ;* Bardzo, ale to bardzo Was przepraszam, że tak długo musiałyście czekać na ten rozdział, ale dodałabym go wcześniej, gdyby nie laptop, który mi się zepsuł. Miałam tam napisany dobry moim zdaniem rozdział z perspektywy Chealsy i teraz jestem na siebie zła, że nie zapisałam go gdzieś jeszcze. Jednak mam nadzieję, że może uda mi się go jakoś uratować, dlatego ten rozdział napisałam z perspektywy Zayna. Teraz przynajmniej wiecie co czuje do głównej bohaterki. Chciałabym ten rozdział zadedykować wszystkim moim czytelnikom, którzy pomimo tak dużych odstępów, nadal mnie nie opuścili. Kocham Was :*