piątek, 1 listopada 2013

Epilog



*Oczami Rosalie
          Stojąc przed dużym, prostokątnym lustrem ze srebrnymi obwódkami, Lisa po raz kolejny przyglądnęła się swojemu odbiciu, zwracając przy tym uwagę na najmniejsze detale. Miała na sobie białą, na pozór prostą suknię, ze zwykłym, wąskim dołem, sięgającym jej do stóp. Wąska przylegająca góra, idealnie przylegała do jej ciała. Na plecach miała trójkątne wcięcie, które wypełniała delikatna koronka, przykrywająca jej ciało. Lekko marszczone rękawy sięgały jej do łokcia. Twarz pokrywał delikatny makijaż, odejmujący jej kilka lat. Włosy zaś spięte w koka, upiększała wpięta w nie jasna różowa róża, które tak bardzo kochała.
- Wyglądasz przepięknie. – powiedziałam i podchodząc do cioci, podałam jej niewielki różany bukiecik. Kobieta przytuliła mnie do siebie i uśmiechnęła się szeroko.
- Ty również. – odpowiedziała, a ja uśmiechnęłam się lekko. Miałam na sobie sukienkę w kolorze pudrowego różu, sięgającą przed kolana. Miała rękawy sięgające za łokcie. Na nogi założone miałam beżowe szpilki. Twarz pokrywał delikatny makijaż, a długie blond włosy układające się w fale pozostawiłam rozpuszczone.
- To będzie najpiękniejszy dzień w twoim życiu. – oznajmiłam. - Gotowa? – spytałam, spoglądając na wiszący w pomieszczeniu zegarek. Lisa lekko skinęła głową.
          Wolnym krokiem weszłyśmy do ogrodu, gdzie wszystkie miejsca pozajmowane były przez gości, a przy pergoli stał ksiądz, James ubrany w czarny garnitur oraz jego świadek Niall. Kiedy tylko nas zobaczyli, uśmiechnęli się lekko, co odwzajemniłyśmy. Wszyscy goście powoli wstali, a orkiestra zaczęła wygrywać marsz. Zauważając zdenerwowanie na twarzy kobiety, położyłam jej prawą dłoń na lewym ramieniu.
- Będzie dobrze Lisa. – szepnęłam jej do ucha, cały czas spoglądając w stronę gości.
- Wiem Ros. – oznajmiła, obejmując mnie lekko. – Już czas.
          Idąc po brukowanej dróżce, pomiędzy dwoma rzędami drewnianych krzeseł, zmierzałyśmy ku ołtarzowi. Czułam na sobie spojrzenia gości, w śród których dostrzegłam wielu znajomych mi twarzy, między innymi moje najlepsze przyjaciółki. Uśmiechając się do nich lekko, ponownie spojrzałam na plecy Lisy. Dochodząc do ołtarza, Lisa podeszła do Jamesa, a ja zatrzymałam się kilka kroków dalej. Chwilę później, dołączył do mnie Niall, który uśmiechnął się na powitanie, co odwzajemniłam.
- Pamiętam cię jeszcze, jako pewnego siebie nastolatka, nie bojącego się niczego, który stał się moim przyjacielem. Jako jeden z niewielu potrafiłeś mnie rozweselić, kiedy byłam naprawdę smutna, a także nauczyłeś mnie żyć pełnią życia. Kiedy wyjechałam do Nowego Jorku, nie sądziłam, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Dziękuję Bogu i zawsze będę mu wdzięczna za to, że ponownie postawił cię na mojej drodze. – powiedziała, cały czas patrząc się mu w oczy. Trzymali się za ręce, uśmiechając się do siebie. – Ślubuję zostać przy tobie do końca. Będę w zdrowiu i chorobie, szczęściu i nieszczęściu. Obiecuję, że nie będę dla ciebie tylko żoną, ale także przyjaciółką, u której zawsze znajdziesz zrozumienie. Ofiaruję ci całe swoje serce i głowę pełną myśli o Tobie, oraz całą siebie z wadami i zaletami, a także miłość, którą żywię do ciebie.
- Zawsze w mojej pamięci zapiszesz się jako żywa, wesoła, uparta rudowłosa dziewczyna, która nie raz potrafiła zaleźć mi za skórą, ale także pocieszyć, rozbawić i zrozumieć. Stałaś się moją najlepszą przyjaciółką, po której stracie trudno było mi się pogodzić. Tak samo jak ty, nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś cię spotkam. Nigdy nie miałem zamiaru przeprowadzać się za ocean, jednak moje serce samo mnie tam poprowadziło. W tedy znów spotkałem ciebie, spacerującą po Central Parku. Kiedy cię ujrzałem, część mnie, która obumarła po twoim wyjeździe bez pożegnania, odżyła. To była jedna z najszczęśliwszych rzeczy, jakie mi się przytrafiły. Tak samo jak to, że po kilkunastu latach stoję w tym miejscu właśnie z tobą. Wiem, że jesteś tą jedyną, z którą chcę iść przez życie, dlatego ślubuję zostać przy tobie do końca swojego życia i dzielić z tobą każdą dobrą i złą chwilę. Chcę być twoim mężem i przyjacielem, chcę cię kochać i być kochanym.
          Kiedy James skończył wygłaszać swoją przysięgę małżeńską, równym krokiem udaliśmy się z Niallem w ich stronę i podaliśmy im złote obrączki z wygrawerowanym napisem Dopóki śmierć nas nie rozdzieli. Odbierając je od nas, założyli je sobie na palce. James, Lisie. Lisa, Jamesowi.
- Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela. – powiedział ksiądz, i spojrzał na parę nowożeńców. – Jamesie teraz możesz pocałować pannę młodą. – zwrócił się do wujka Nialla. Pan Horan, przybliżył się do swojej żony, i delikatnie dotykając jej policzka, złączył ich usta w czułym pocałunku, zaś wszyscy goście wstając z miejsc zaczęli bić głośne brawa i życzyć młodej parze szczęścia.
          Siedząc przy stoliku państwa młodego, razem z Niallem, towarzyszącą mu Jessicą oraz kilkorgiem ludzi, których nie znałam. Domyślałam się jednak, że są to rodzice pana młodego. Nagle starszy pan wstał i wziął kieliszek szampana do ręki.
- Poproszę o uwagę. – powiedział z identycznym akcentem, z którym mówił Niall. – Chciałbym powiedzieć kilka słów. – oznajmił i spojrzał w stronę młodej pary. – Synu, jestem naprawdę szczęśliwy, że w końcu odnalazłeś osobę, z którą chcesz iść przez życie. Dbaj o swoją ukochaną i traktuj ją jak księżniczkę, bo Lisa jest naprawdę tego warta. A ty Liso, dbaj o mojego syna i bądź powodem jego uśmiechu, a także powodem do życia. – dokończył. Wszyscy powoli wstali z miejsc i chwycili kieliszki. – Zdrowie państwa młodego! – krzyknął i podniósł naczynie do góry, a następnie przykładając je do ust, opróżnił jego zawartość.
- Zdrowie! – krzyknęli pozostali goście i uczynili podobnie co starszy mężczyzna.
          Kiedy słońce powoli zaczynało zachodzić, opuściłam ustrojone białymi zasłonami miejsce, gdzie w rytm wyrywanej przez orkiestrę muzyki, goście wraz z parą nowożeńców, bawili się w najlepsze. Widziałam szczęśliwego Liama, który od razu po powrocie do Londynu wrócił do Danielle, a także tańczących Scarlett i Louisa, Chealsy i Harrego oraz Jessicę i Nialla. Idąc jedną z brukowanych drużek, poprowadzonych obok równo skoszonego trawnika, doszłam nad niewielkie jeziorko, na którego środku znajdowała się mała altana. Minęłam rosnące przy brzegu, niewielkie drzewko z różowymi liśćmi, na którym zawieszone były białe światełka, Przechodząc przez drewniany most, oparłam się o jedną jej barierek i spoglądałam w taflę zimnej wody.
          Poczułam męskie perfumy, które nadal kochałam. Do mojej głowy napłynęła fala wielu wspomnień. Powoli odwracając się w bok, zauważyłam przyglądającego mi się mulata. Ubrany był jasny garnitur i błękitną koszulę z niedopiętymi dwoma ostatnimi guzikami. Jasnobrązowe buty z białym akcentem w postaci paska, doskonale pasowały do góry. Czarne włosy jak zwykle ułożone były idealnie, a twarz zdobił kilkudniowy zarost.
- Cześć Rosalie. – powiedział, lekko uśmiechając się. Taki zwykły gest sprawił, że poczułam w moim brzuchu tysiące latających motylków. Jego głos w dalszym ciągu brzmiał tak samo, jak w tedy w Londynie, kiedy się poznaliśmy. Nie widziałam go prawie od trzech lat i prawdę powiedziawszy nie spodziewałam się, że jeszcze kiedyś się spotkamy. Chociażby po tym wszystkim co między nami zaszło. Było tak samo jak przy ostatnim pierwszym spotkaniu. Kiedy myślałam, że nic do niego już nie czuję, one wróciły, ze zdwojoną mocą. Nadal go kochałam.
- Cześć Zayn. – przywitałam chłopaka i odwzajemniając gest, również się lekko uśmiechnęłam. – Co tam u ciebie? – spytałam po chwili, panującej między nami ciszy.
- Wszystko w porządku. Robię to co kocham, śpiewam. A u ciebie?
- U mnie też wszystko dobrze. Studiuję już na trzecim roku, mieszkam w Los Angeles, mieście gdzie spełniają się marzenia i ciągle mam nadzieję, że będzie tak też z moimi. – odparłam. – A jak tam ty i Perrie?
- W porządku. Perrie wychodzi za mąż za niejakiego Adama, a ja już któryś rok, zwlekam ze zrobieniem kroku w stronę mojego szczęścia i powiedzenia swojej ukochanej, co tak naprawdę do niej czuję. – odpowiedział. – Potraktowałem ją straszenie i nigdy sobie tego nie wybaczę, ale mam nadzieję, że ona zdoła mi kiedyś odpuścić moje winy.
- Kiedyś na pewno, jeśli już dawno tego nie zrobiła.
- Rosalie, ja przepraszam. Byłem idiotą, tak cię traktując. Po prostu, przez cały czas starałem się siebie samego oszukać, że nic do ciebie już nie czuję, a tak naprawdę kochałem cię jak jeszcze nikogo innego. Po powrocie z Los Angeles, żałowałem, że nie wyznałem ci prawdy. Czułem się taki pusty. Tak jakby ktoś lub coś wyssało ze mnie chęć życia, jego sens, szczęście. Wszystko. – powiedział i złapał moją dłoń, którą przyłożył do swojego serca. – Najwidoczniej los po tych kolejnych trzech latach, zechciał dać mi trzecią szansę, której nie mogę zmarnować. – dodał. - Ono bije tylko dla ciebie. Ty jesteś nim. Jesteś moim sercem, szczęściem i nadzieją, na lepsze jutro. Jesteś powodem mojego uśmiechu i motywacją do wszystkiego. Kocham cię Rosalie. – po moim policzku zaczęły spływać łzy wzruszenia. – Ja wiem, że …
- Też cię kocham Zayn. – powiedziałam, wchodząc mu w słowa. – Zawsze cię kochałam i kochać będę. Jesteś miłością mojego życia, skoro przez ostatnie pięć lat moje uczucia do ciebie nic się nie zmieniły. – oznajmiłam. Chłopak powoli przysuwając się do mnie, obiema dłońmi objął moją twarz. Złączył nasze usta w czułym, przepełnionym miłością pocałunku, który zapieczętował nasze uczucie. Był oznaką początku nowego, lepszego wspólnego życia.
- Obiecuję, że nigdy cię nie skrzywdzę i tym razem nie pozwolę ci już odejść. Będę już zawsze. – wyszeptał mi do ucha i objął mnie swoim silnym ramieniem.
- Na zawsze.
***

Nie mogę uwierzyć, że to już ostatni wpis na tym blogu. Jak ten czas szybko zleciał! Dopiero rok temu zaczynałam pracę nad tym opowiadaniem, które początkowo miało przybrać inną formę, jednak ostatecznie skończyło się na tej. Naprawdę chciałabym aby moja przygoda z opowiadaniem o słonecznym Los Angeles, Rosalie, Jessice, Scarlett, Chealsy, chłopakach z 1D i innych bohaterach, którzy mieli mniejszą rolę w nim, nie kończyło się. Może nie było to jedne z udanych opowiadań na blogosferze, i może narzekałam prawie pod każdym rozdziałem, że ostatni wpis wyszedł mi beznadziejnie, mogło być lepiej lub czegoś mi tutaj brakuje, związałam się i dla mnie jest prawie perfekcyjne, bo czegoś się w nim nauczyłam. Czegoś nowego. Bo w końcu każde kolejne opowiadanie nas czegoś uczy. Daje nowe możliwości, nowe zdolności. Założę się, że będę przeżywała ten koniec jeszcze przez parę miesięcy, albo i nawet rok jak było w przypadku poprzedniego opowiadania i na pewno kiedyś, kiedy będę starsza wrócę na make dreams come true, przeczytam wszystkie swoje wpisy i Wasze budujące mnie komentarze, a w tedy po policzku spłynie łza a na twarzy pojawi się uśmiech. Ogólnie chciałabym Wam wszystkim podziękować za to, że byliście ze mną, komentowaliście, albo i nie, ale jednak byliście, czytaliście i wspieraliście mnie. Dziękuję, że daliście mi możliwość pisania, bo nie robię tego dla siebie, tylko dla Was. Przepraszam też za to, że w pewien sposób jakoś Was zawiodłam, na pewno liczyliście, że będzie lepiej i ja też, ale nie wszystko w życiu wychodzi. Póki co, nie zaczynam nowego opowiadania. Czemu? Bo mimo pomysłów nie wiem jak mam zacząć żeby było idealnie. Żebyście w końcu byli ze mnie dumni i pomyśleli ,,ach ta Ada jednak jest dobra''. Niemniej jednak kiedyś, za miesiąc, za dwa, wrócę tutaj z nowym opowiadaniem. W zasadzie cały czas będę bo czytam Wasze wspaniałe opowiadania, a jeśli ktoś będzie za mną tęsknił, w zakładce kontakt jest powiedziane, gdzie możecie mnie znaleźć. Mam nadzieję, że będziecie czekali na wiadomość o moim nowym opowiadaniu, którą na pewno zamieszczę tutaj. Nie przedłużając, bo zaraz się popłaczę, dziękuję Wam za wszystko i mam nadzieję, że nie zapomnicie kogoś takiego jak ja. Kocham Was! ♥

niedziela, 27 października 2013

Rozdział 26



*Oczami Zayna

          Dopiero co gorące, kalifornijskie słońce, powoli zaczęło wschodzić na błękitne bezchmurne niebo, a mieszkańcy miasta aniołów w dalszym ciągu pogrążeni byli w błogich snach. Jednak nie my. Nie dzisiaj.
          Dzisiaj przyszedł koniec naszej dwumiesięcznej przygody w Los Angeles, mieście gdzie spełniają się marzenia, którą każdy z nas będzie wspominał inaczej. To był czas, w którym nasze życie w jakiś sposób się zmieniło. Na lepsze, a także na gorsze. Część z nas spotkała swoje drugie połówki, których szukały przez długi okres. Zawiązało się też wiele przyjaźni, które pielęgnowane mogą przetrwać nawet i całe życie.
          Ja natomiast w Los Angeles zetknąłem się z przeszłością, którą jakiś czas temu zakopałem głęboko w mojej pamięci, po to aby pod czas tych dwóch miesięcy wróciła di mnie ze zdwojoną siłą i przewróciła moje życie do góry nogami. Może to był czas by naprawić popełnione przed dwoma laty błędy? Być może taki właśnie był zamiar losu, ponownie stawiającego na mojej drodze Rosalie. Jednak nie spełniłem jego oczekiwań, a pogorszyłem sprawę, czyniąc ją jeszcze nieszczęśliwszą.
          To był ostatni moment by pożegnać się z naszym domem, w którym razem spędziliśmy całe dwa miesiące wakacji, a do którego na pewno prędko nie wrócimy, a także ludźmi, których tutaj poznaliśmy lub ponownie spotkaliśmy po upływie kilku lat. Ostatnia szansa by nacieszyć się pięknymi widokami, jakie ukazywało nam miasto. To były już ostatnie chwile tutaj, w mieście gdzie spełniło się wiele marzeń. Ostatnie minuty by móc zmienić swoje życie.
          Stojąc z boku, spoglądałem jak pozostała czwórka chłopaków oraz Jessica, dziewczyna Nialla, która postanowiła lecieć do Londynu razem z nami, żegnała się z Chealsy, Scarlett i Rosalie. Czas, który właśnie przyszedł, dla niektórych miał być ciężką próbą, czy mimo dużych odległości między sobą, ich więzi zdołają przetrwać wszystko. Przyjaźń. Miłość.
          Nie obyło się bez gorzkich łez oraz smutku na twarzach, czy w sercach. Nie lubiłem pożegnań. Były jedynym z najcięższych doznań w życiu człowieka. Co jeśli widzi się te osoby ostatni raz w życiu? Co jeśli jest wśród nich ktoś, na kim bardzo nam zależy? Ktoś, kogo darzymy szczególnym uczuciem, jakim nie obdarzyliśmy nikogo innego? Ktoś, kogo możemy już nigdy więcej nie zobaczyć.  
          Nie powiedziałem nic. Kompletnie nic. Nie zdobyłem się nawet na głupie cześć. Nie pożegnałem się z nią. Nie zdołałem. Było to dla mnie za trudne. Bałem się, że jedno spojrzenie zmieni wszystko. Czułem, że jeden dotyk lub słowo mogłoby powstrzymać mnie przed każdą rzeczą. Mógłby zniszczyć efekty mojej ciężkiej pracy. Jednak po tym wszystkim co jej zrobiłem, nie potrafiłbym spojrzeć w te duże brązowe oczy, dotknąć delikatnej dłoni, czy nawet skierować w jej do niej kilka z pozoru prostych słów. Wiedziałem, że prędzej czy później będę tego żałował.  
          Widziałem w oczach swoich przyjaciół ból. Jednak nic nie mogliśmy na to poradzić. Każda historia ma swój początek, ale także i koniec. Tak właśnie było z naszą, związaną z Los Angeles. Przyszła pora aby wrócić do Londynu, naszej pracy i codzienności.
          W pewnym momencie samochód powoli ruszył. Z każdą kolejną sekundą moje serce przybierało tępa pracy. Wiedziałem, że oni mieli podobnie. Ich serca były rozdarte. Cieszyli się, że na nowo spotkają się ze swoimi najbliższymi, jednak część ich chciała pozostać w słonecznym mieście.
- Zatrzymaj się! – krzyknął nagle Harry, prosto do ucha Liama. Szatyn zrobił tak jak powiedział kędzierzawy, który wyskakując z samochodu, podbiegł w stronę stojącej przed wejściem do domu dziewcząt, Chealsy. – Przepraszam, byłem głupi i każde słowo, które wypowiedziałem ci przed dwoma tygodniami temu było kłamstwem, gdyż posłuchałem się swojego menagera nie popierającego naszego związku, który jego zdaniem budził zagrożenie dla zespołu. – powiedział na jednym wdechu. – Wiem, zraniłem cię, czego nie wybaczę sobie do końca życia, ale mam nadzieję, że ty zrobisz inaczej i zapomnisz o tym, na tyle by znów móc mnie pokochać i być moją dziewczyną, bo tylko ty potrafisz nadać jemu sens. Kocham cię Chealsy. – dodał i nie czekając na reakcję z jej strony, złapał ją za twarz i przyciągając do siebie, złożył na jej ustach czuły pocałunek.
          Obserwowałem całą tą scenkę, ukazującą szczęście, ale i odwagę mojego przyjaciela. Coś, na co sam nie potrafiłem się zdobyć przez całe wakacje. Każdą miłą chwilę między mną a Rosalie, na następny dzień, psułem mówiąc słowa czy popełniając czyny, które coraz bardziej oddalały ją ode mnie. Spojrzałem na nią. Stała tam i spoglądała na zakochanych Harrego i Chealsy, dla których historia jednak postanowiła skończyć się szczęśliwie.
          Po paru minutach dojechaliśmy z miejsca, w którym spędziliśmy ostatnie dwa miesiące i zdążyliśmy się do niego przywiązać. Jadąc w stronę lotniska, ostatni raz spoglądaliśmy na piękne krajobrazy, których przez długi czas nie zobaczymy. Przechodząc przez wejście lotniska, od razu skierowaliśmy się w stronę od prawy, a po upływie kolejnych kilkunastu minut, wzbijaliśmy się w przestworza. Czułem jak jakaś część mnie obumiera, a moje życie straciło coś cennego. Ale czemu?
          Rozstając się z najlepszymi przyjaciółmi oraz Jess, na lotnisku, na którym wylądowaliśmy po drugiej w nocy, złapałem pierwszą lepszą przejeżdżającą tamtą drogą taksówkę i zamówiłem kurs pod swój dom. Opierając się o zimną szybę, spoglądałem na doskonale znane mi widoki. Na zimny i ponury Londyn, który był moim domem. Tutaj czułem się najlepiej, ale czy teraz po dwumiesięcznej nieobecności, wszystko będzie tak jak dawniej?
          Szedłem dobrze znanymi mi uliczkami, które oświetlały jedynie pochodnie wysokich latarni. Zdałem się na los. Nie znałem celu, do którego kroczyłem. Chwiejnym krokiem podążałem tam, gdzie prowadziły mnie nogi. Co jakiś czas tracąc równowagę, podpierałem się o barierki mostów, ściany szarawych budynków, a także słupy i drewniane ławki. W prawej dłoni, ściskałem napoczętą szklaną butelkę Jacka Danielsa. Nie mając więcej siły, przysiadłem na jednej z ławek niedaleko Tamizy. Pomimo alkoholu we krwi, potrafiłem poznać co to było za miejsce. To tutaj dwa lata temu, każdego z dnia przychodziłem z Rosalie. To była nasza ławka.

Czułem jak duże, zimne krople deszczu, których z każdą kolejną sekundą pojawiało się coraz więcej, rozbijały się o moją twarz, następnie po niej spływając. Przemoczone ubranie przyklejało się do mojego ciała, sprawiając, że cały drżałem. Chłodne i silne powiewy wiatru, poruszały koronami nielicznych w tej okolicy drzew, a także spowalniały moje ruchy. Szedłem jemu naprzeciw, jednocześnie rozglądając się za jakimś schronieniem. Znajdowałem się na niczym nie wyróżniającej się ulicy, gdzie stały szare, poniekąd zniszczone budynki. W tedy zobaczyłem kawiarenkę, z której dochodziło światło. Szybko idąc w jej stronę, wszedłem do środka, gdzie przywitał mnie przyjemny dotyk ciepła. Zostawiając za sobą niewielkie kałuże, powstałe z ociekających ze mnie kropel deszczu, podszedłem w stronę baru. Siadając na wysokim, drewnianym krześle, przyglądałem się pracy kelnerki, przecierającej blat.
- Dobry wieczór. – kiedy tylko zauważyła mnie, odłożyła ściereczkę na bok i przywitała mnie lekko się uśmiechając. Widać było, że nie była szczęśliwa. Z jej oczu bił ból, taki jakiego u nikogo jeszcze nie widziałem. – Coś podać? – zaproponowała.
- Poproszę gorącą herbatę z cytryną. Dwa razy. – złożyłem zamówienie i czekając aż dziewczyna włączy elektryczny czajnik, postanowiłem się jej przedstawić. – Jestem Zayn.
- Rosalie, miło mi.

          To właśnie w tedy się poznaliśmy. Gdyby nie intensywne opady deszczu, nie zacząłbym szukać schronienie przed nim i nigdy nie powędrowałbym w nieznane mi zakamarki, gdzie mieściła się kawiarnia, w której pracowała. Nie poznałbym jej. Nie odnalazłbym kogoś, kto nada mojemu życiu sensu. Jednak pewnie gdyby nie to, nie musiałaby przeze mnie cierpieć.

- To jest niszczenie mienia! Nieładnie Malik. – powiedziała z podniesionym głosem, ledwo co powstrzymując śmiech. – Tak w ogóle, umiesz się tym nożem obsługiwać? – spytała po chwili.
- Oj tam! Musimy przecież pokazać światu naszą miłość. – odpowiedziałem. – Czyżby panna Montgomery wątpiła w moje umiejętności? – zadałem pytanie i przygryzłem lekko dolną wargę.
- Ja? – udała zdziwioną. – Nigdy bym nie śmiała.
          Klepiąc drewniane oparcie ławki, przejechałem palcem po wyrytym na nim sercu z inicjałami moimi i blondynki. Następnie podnosząc leżącą obok mnie, szklaną butelkę, przyłożyłem jej początek do ust i upiłem kilka łyków. Na mojej twarzy pojawił się lekki grymas. Czułem jak ciecz rozgrzewa mnie od środka, jednocześnie powodując palenie niektórych wnętrzności.

Po jej bladych policzkach spływały gorzkie łzy, jedna po drugiej. W celu niknięcia spotkania wzrokowego, utkwiła spojrzenie w pochodnie latarni, która była jednym źródłem światła w najbliższym otoczeniu.
- Tak będzie lepiej. – odpowiedziałem. – Żegnaj Rosalie. – dodałem i ostatni raz, delikatnie całując ją w mokry policzek, odwróciłem się ruszyłem przed siebie.

          Zachowałem się jak sukinsyn. Zostawiłem dziewczynę, którą kochałem dla kariery, która wówczas była dla mnie priorytetem. Chciałem za wszelką cenę spełnić swoje marzenie, odnośnie zostania piosenkarzem, nie zważając przy tym na uczucia Rosalie. A przecież wiedziałem ile ona przeszła. Wiedziałem, że byłem jedyną osobą, którą miała. Zapalając papierosa, przekląłem się w myślach.

- Rosalie?! – spytałem, lekko uśmiechając się do niej. Wszystkie pary oczu znajdujące się w tym pomieszczeniu, skierowane zostały w jej stronę. – Tak dawno cię nie widziałem. – dodałem.
- To wy się znacie?! – spytali jednocześnie Harry oraz dziewczyna z brązowymi włosami.
- Tak. – odpowiedziała. – Z Zaynem poznaliśmy się jakiś czas temu. – oznajmiła.
         
          Kiedy ciebie ujrzałem, od razu zadałem sobie pytanie, czemu los ponownie po upływie dwóch lat postanowił postawić się na mojej drodze. Nie wiedziałem jak przez odnowienie naszej znajomości, potoczy się wiele spraw. Nie zdawałem sobie wówczas sprawy, że uczucie, które do ciebie żywiłem znów odżyje, lecz tym razem ze zdwojoną siłą.

Spojrzałem na blondynkę, która spojrzała na mnie ze strachem.
- Nie rób nic, czego będziesz potem żałował. – wyszeptała. Stanąłem przed nią tak, że znów patrzyliśmy sobie twarzą, w twarz.
- Dam ci spokój, jeśli wyjaśnisz mi, czemu ty to robisz! – powiedziałem podniesionym głosem.
- Ale o co ci chodzi?! – spytała prawie, że krzycząc.
- O to, że każdego dnia, odkąd się spotkaliśmy po tak długiej rozłące, tylko ty zajmujesz miejsce w mojej głowie. Moja każda, nawet najmniejsza myśl poświęcona jest wyłącznie tobie. Cały czas widzę twoją delikatną twarz, duże, brązowe oczy, w których niemalże zawsze się zatracam i usta, które niegdyś łączyły się z moimi. – powiedziałem i delikatnie przejechałem palcem, po dolnej wardze dziewczyny, która cały czas stała w bezruchu. – O to, że teraz nie liczy się dla mnie nikt inny, tylko ty. O to, że pociągasz mnie jeszcze bardziej niż kiedykolwiek. – dokończywszy ostatnie zdanie, na chwilę się zatrzymałem i biorąc głęboki oddech, postanowiłem wyrzucić wszystko co leży mi na sercu. – I o to, że muszę ze sobą walczyć, tylko by powstrzymać się przed tym. – dodałem i namiętnie wpiłem się w usta dziewczyny.

          Prawda była taka, że znów pragnąłem poczuć twoje usta na moich. Chciałem cię dotknąć, przytulić i powiedzieć ile dla mnie znaczysz. Nie wiedziałem, jak w ten sposób cię krzywdzę.

- Nie, nie mylisz. Rosalie, jesteś żałosna. Oczekujesz ode mnie prawdy i normalnego traktowania, a sama się nie potrafisz się przyznać do swoich uczuć. – odpowiedziałem. – Nikt cię tego nie nauczył? Nie powiedział, jak ważne w życiu człowieka są uczucia? – zadałem kilka pytań, patrząc na nią, jak na gorszą od siebie. – Ach tak, przepraszam. Zapomniałem, że wychowywałaś się w sierocińcu.
- Dość tego. Wynoś się stąd! – krzyknęła. W jej oczach od razu pojawiły się łzy, które chwilę potem zaczęły spływać po jej delikatnych policzkach. Jedna po drugiej. – Dobrze. Może moja matka umarła i nikt w tedy nie obdarzył mnie żadnym szczególnym uczuciem, ale jestem o wiele więcej warta od tego chłopaka, który stoi przede mną i chociaż wydawało mi się, że go znam, wcale tak nie jest. – odpowiedziała, po czym spuściła wzrok. – Zadowolony?
- Ja nie rozumiem, jak mogłem tracić na taką dziewczynę czas. – odpowiedziałem i odwracając się do niej tyłem, wyszedłem z jej pokoju, trzaskając drzwiami jak tylko najgłośniej się da.

          Kochałem ją, naprawdę ją kochałem. Jej sposób bycia, charakter, a także wygląd. Była dla mnie wszystkim, miłością i sensem mojego życia, powodem do uśmiechu, a także motywacją do budzenia się każdego następnego ranka. Wiedziałem, że ona też do mnie coś czuła. Zdradzały ją jej oczy, styl mówienia, zachowywanie się przy mnie, a także to, że starała się bym był szczęśliwy, kosztem swojego. Wstawiła się za mną u Perrie, kiedy zrobiła nam niespodziewaną wizytę, chociaż sama nic z tego nie miała. Zawsze starała się mnie pocieszyć. Była przy mnie, gdy tego potrzebowałem. A ja traktowałem ją jak śmiecia. Obiecałem jej któregoś dnia w Los Angeles,  że nie pozwolę jej odejść i co zrobiłem? Nie ma jej przy mnie, a to wszystko przez moją głupotę. Powiedziałem jej tyle nie miłych słów, bo chciałem o niej zapomnieć, myślałem, że to będzie idealnym sposobem. Myliłem się. Jedynym co mi się udało, to skrzywdzić ją. Dziewczynę, którą naprawdę kochałem, kocham i kochać będę.
          Wypijając ostatnią kroplę alkoholu, popatrzyłem na butelkę, którą następnie z całej siły uderzyłem o chodnik. Poczułem przeszywający ból, a następnie gorącą ciecz cieknącą po mojej prawej dłoni. Podnosząc ją na wysokość oczu, zobaczyłem swoją krew, którą zacząłem wycierać o swoje spodnie. Jednak na próżno. Z każdą chwilą, pojawiało się jej coraz więcej. Po policzkach spłynęło mi kilka samotnych łez. Łez bólu po stracie tej jedynej.

Przepraszam Rosalie. Przepraszam za wszystko.
***

Nie wiem czy Wam też, ale jak na moje możliwości ten rozdział wyszedł całkiem nieźle. W sumie mogę przyznać, że jest on jednym z moim ulubionych, dlatego mogłabym każdego z Was poprosić o komentarz? Ogólnie chciałabym wiedzieć ilu Was tutaj jest, bo chciałabym uwzględnić to w notce pod epilogiem, która pojawi się na początku listopada. Tak, to już ostatni wpis, o którym w sumie mówiłam Wam w ostatnim poście. Mam nadzieję, że nie jesteście na mnie o nic źli. Przepraszam, że dzisiaj się nie rozpiszę, ale obiecuję nadrobić to w epilogu. Trzymajcie się! 

sobota, 19 października 2013

Rozdział 25



*Oczami Nialla
          Kiedy powoli dochodziła godzina siedemnasta, przed ostatniego dnia wakacji, leżałem pośród białej pościeli, na moim łóżku, obok ubranej w czarną koronkową sukienkę bez ramiączek, Jess. Spędzone z nią ostatnie dwa tygodnie, udowodniły mi, że jest to dziewczyna, na którą tyle czasu czekałem, jednak nadal czułem wyrzuty sumienia, związane z Liamem, z którym na szczęście pogodziłem się.
Trzymając Jessicę za rękę, zeszliśmy po schodach na dół i weszliśmy do salonu. Dokładnie rozglądając się po pomieszczeniu, które doskonale znałem, dostrzegłem przygnębionego Liama, siedzącego na fotelu. Swoje spojrzenie wlepił w wyłączony telewizor. Gdy tylko zorientował się, że nie jest sam, odwrócił się w stronę drzwi. Gdy tylko nas zobaczył, wstał z miejsca, a na jego twarzy pojawił się szczery uśmiech.
- Gratuluję Niall! Zasługujesz na kogoś, komu na tobie naprawdę zależy. – powiedział entuzjastycznie. -  Zasługujesz by w końcu być szczęśliwym. – dodał. Powoli puszczając rękę mojej dziewczyny, zrobiłem kilka kroków w stronę przyjaciela, a on w moją. Obejmując mnie ramionami, odwzajemniłem gest. Po moim policzku spłynęła jedna zła, rozbijająca się o jego białą koszulkę.
- Przepraszam cię Liam. Zachowałem się jak kretyn. Jak ktoś kto nie zasłużył sobie na twoją przyjaźń. – odpowiedziałem.
- Ja też nie. Było, minęło. Zapomnijmy o tym, dobrze? – spytał kiedy rozluźniliśmy uścisk, a ja skinąłem lekko głową. Wystawił w moją stronę prawą dłoń, którą bez wahania uścisnąłem.  
          Dziewczyna spojrzała na mnie, a na jej twarzy pojawił się lekki uśmiech. Następnie zaczęła się lekko podnosić. Łapiąc ją za prawą dłoń, przyciągnąłem do siebie.
- Niall musimy już iść. – oznajmiła. – Zaraz Louis i Scarlett przywiozą Rosalie z lotniska i zaczniemy waszą imprezę pożegnalną. – poinformowała mnie.
- Raczej naszą imprezę pożegnalną. – poprawiłem ją. Na jej twarzy dalej gościł uśmiech, jednak w oczach pojawiły się łzy. – Co jest? – spytałem i przytuliłem ją do siebie.
- Cieszę się, że będę mogła prawie cały czas być przy tobie w Londynie. Nigdy tam nie byłam, a z opowiadań Rosalie, wynika, że jest naprawdę piękny. – powiedziała z rozmarzeniem. – Jednak będę tęskniła za dziewczynami, które zostaną w Los Angeles. Boli mnie to, że nie będę mogła być przy nich kiedy będą mnie potrzebowały.
- To twoja decyzja Jess. Ja wszystko zrozumiem. – powiedziałem, całując ją w czoło. – Zresztą są telefony, internet. Poza tym zawsze możesz wsiąść w samolot i je odwiedzić, albo one nas. – dodałem, a dziewczyna uśmiechając się do mnie, wtuliła się w mój tors.

*Oczami Rosalie
          Stojąc pod moim i moich przyjaciółek domem, ucieszyłam się, że znów będę mogła je zobaczyć, przytulić i porozmawiać. Tęskniłam za nimi od samego wejścia do samolotu, a z każdym kolejnym dniem to uczucie nasilało się. Z drugiej strony będzie mi brakować cioci Lisy, jedynej żyjącej osoby z mojej rodziny, jednak wiedziałam, że niedługo znów się zobaczymy.
          Powoli przekraczając próg domu, znalazłam się w holu. Nie dając mi szans na przebranie się po podróży, zostałam poprowadzona przez Scarlett i Louisa do salonu, w którym siedziała pozostała dwójka moich najlepszych przyjaciółek w towarzystwie czwórki naszych sąsiadów. Kiedy tylko zobaczyli mnie, ich rozmowa ucichała i wstając z foteli, podeszli do mnie żeby się przywitać. Każde z nich po kolei przytulało mnie do siebie i mówiło jak bardzo za mną tęskniło. Każde z wyjątkiem Zayna, który w dalszym ciągu siedział na białym skórzanym fotelu i spoglądał na okno. Wiedziałam, że moja obecność nic go nie obchodzi, a próby skontaktowania się ze mną były nic nie znaczące.
          Przepraszając na chwilę, gotowe do rozpoczęcia zabawy towarzystwo, poszłam przygotować się na wieczór. Wychodząc białymi, krętymi schodami na górę, przeszłam przez niewielki korytarzyk i weszłam do swojej sypialni. Rozglądając się po wszystkich kontach na przywitanie, podeszłam do szafy i zaczęłam gorączkowe poszukiwania odpowiedniego stroju na dzisiejszą okazję.
          Wychodząc z kabiny prysznicowej, wytarłam się dokładnie bordowym, bawełnianym ręcznikiem wiszącym na wieszaku obok. Biorąc przygotowane przez siebie ubrania, najpierw założyłam białą, koronkową bieliznę, a następnie białą koszulę bez rękawów zapiętą do ostatniego guzika, kwieciste spodnie z kremowymi, różowymi i czerwonymi różami, na zielonym tle, imitującym liście i czarne baleriny. Biorąc eyeliner leżący na półce w mojej łazience, namalowałam dwie równe, cienkie, czarne kreski na obu powiekach, a rzęsy podkręciłam tuszem. Włosy układające się w fale, sięgające mi za biust, rozpuściłam. Ostatni raz rzucając spojrzenie na odbicie w lustrze i wyszłam z łazienki.
          Przechodząc przez próg dzielący moją osobistą łazienkę, a sypialnię, zauważyłam, że nie jestem w niej sama. Na moim łóżku, siedział Harry ze spuszczoną głową. Kiedy tylko do jego uszu dobiegł charakterystyczny dźwięk, jaki wydały drzwi, spojrzał w moją stronę. Niemalże od razu posłałam mu pytające spojrzenie, po czym wolnym krokiem podchodząc bliżej, zajęłam miejsce obok niego.
- Co się stało? – spytałam. Cały czas spoglądałam na jego prawy profil. Po chwili chłopak spojrzał na mnie. W jego zielonych oczach widać było ból. – Chodzi o sprawę z Chealsy?
- Powiedziały ci? – odpowiedział pytaniem na pytanie. Skinęłam lekko głową. – Chodzi o to, że to co jej w tedy powiedziałem, nie było prawdą. Kłamałem bo nasz menager stwierdził, że Chealsy zagraża naszej karierze. Nasze fanki przyzwyczajone są do tego, że Harry Styles jest wiecznym singlem. Poza tym, uznał, że to jest związek bez przyszłości, skoro każde z nasz mieszka na zupełnie innym kontynencie. – dokończył swoją wypowiedź i głośno westchnął. – Ja ją naprawdę kocham. Jest zupełnie inna od dziewczyn, jakie do tej pory spotkałem. Dała mi prawdziwe szczęście, stała się powodem mojego uśmiechu, nadzieją na lepsze jutro. Jest tą jedyną. Ja to czuję. – dodał i przyłożył prawą dłoń do swojego serca.
- To czemu się tak zachowałeś? Czemu padły te wszystkie słowa? – dopytywałam. Było mi go naprawdę szkoda. Jemu naprawdę na niej zależało. Widziałam to po nim. Zresztą Chealsy odwzajemniała jego uczucia i chociaż od całego zdarzenia minęły niecałe dwa tygodnie, nie zdążyła się jeszcze z tym pogodzić. Cierpiała, chociaż nikomu nic nie mówiła, słyszałam to w jej głosie, kiedy rozmawiałyśmy przez telefon.
- Nie miałem wyboru. – powiedział.
- Zawsze jest jakiś wybór Harry. – odpowiedziałam i położyłam mu lewą dłoń na prawym ramieniu. Chłopak spojrzał na mnie pytająco. – Nikt ci nie kazał posłuchać Paula. Choćby nawet biorąc pod uwagę twojego przyjaciela Louisa, który ostatnio znalazł się w podobnej sytuacji do ciebie. Zrobił zupełnie inaczej niż oczekiwał od niego wasz menager. Również w pewien sposób naraził karierę waszego zespołu dla miłości. Dla Scarlett. Też mogłeś tak zrobić i dalej byłbyś z Chealsy.
- Masz rację. – oznajmił i uśmiechnął się do mnie lekko. – Myślisz, że mam jeszcze szansę żeby ją odzyskać? – spytał.
- Prawda jest taka, że słowa mają niesamowicie dużą moc. Te miłe sprawiają, że czujemy się szczęśliwsi, bardziej dowartościowani, jednak te złe, naprawdę potrafią zniszczyć człowieka. Szczególnie, jeśli usłyszy się je od osoby, którą się naprawdę kocha. Chociaż próbuje się je zapomnieć, mija sporo czasu zanim tak się stanie, a czasem zapadają w pamięć do końca życia. Twoje ją naprawdę zabolały, ale biorąc pod uwagę, że to był pierwszy raz jak ją skrzywdziłeś i jeśli ona czuje to samo do ciebie, powinna przebaczyć ci ostatnie zachowanie. – oznajmiłam. – Pamiętaj, że z kolejnymi będzie coraz gorzej. Nie skrzywdź jej już nigdy więcej. Nie chcę żeby cierpiała.
- Dziękuję. – powiedział i wstając przytulił mnie do siebie. Odwzajemniłam gest. Kiedy wyswobodziłam się z jego uścisku, ramię w ramię udaliśmy się do drzwi. Harry otwierając drzwi, przepuścił mnie w progu, a następnie sam wyszedł z pokoju.
          Po przejściu do salonu, zauważyłam, że pod czas mojej nieobecności, zabawa potrafiła rozkręcić się w najlepsze. Z trzech głośników, porozstawianych po pomieszczeniu, których wcześniej nie zauważyłam, wydobywała się głośna muzyka, do której tańczyła większa część towarzystwa, a na blacie naszej szklanej ławy, leżały przeróżne przekąski i napoje bezalkoholowe.
          Kiedy na niebie pojawił się księżyc, przenieśliśmy się na dwór. Rozpalając ognisko, wokół którego siedzieliśmy, śpiewaliśmy piosenki, które wygrywał Niall na swojej gitarze. Szło mu to naprawdę świetnie. Siedząc pomiędzy Harrym, a Jessicą, rozglądnęłam się po wszystkich. To była ostatnia noc z większością tych ludzi. Z chłopcami, z którymi się zżyłam, z Zaynem, którego kochałam, a także Jess, moją przyjaciółką. Będzie mi ich wszystkich brakowało.

 *Oczami Louisa
          Kiedy nasze zegarki wskazały północ, Zayn i Liam zaczęli odpalać kolorowe fajerwerki, które rozjaśniły ciemne niebo. W taki sposób chcieliśmy pożegnać gorące Los Angeles, w którym w miłej atmosferze spędziliśmy dwa miesiące, znaleźliśmy nowych przyjaciół, a także prawdziwe miłości. To bez wątpienia były najlepsze i zarazem najdłuższe wakacje, jakie mieliśmy, które z pewnością będziemy mile wspominali i na długi czas zapiszą się w naszych pamięciach.
          Siedząc na drewnianej ławce, obok Scarlett, spoglądałem na naszych przyjaciół. Zayn i Liam odpalając kolejne fajerwerki, z podziwem spoglądali na efekty swojej pracy. Niall i Jessica, przytulając się do siebie, patrzyli na niebo, zresztą tak jak reszta. Chealsy i Rosalie, zawzięcie o czymś rozmawiały, co jakiś czas się do siebie uśmiechając. Harry zaś stojąc na uboczu, patrzył głównie na swoją byłą dziewczynę, którą wciąż kochał. Dziwiłem się, czemu nie zdobył się na odwagę i nie spróbował chociaż przeprosić blondynkę i powiedzieć o swoich prawdziwych uczuciach do niej. Zresztą podobnie jak Zayn, który czuł coś do Ros, jednak próbował oszukiwać sam siebie.
          Patrząc na ostatnią dawkę fajerwerków, objąłem swoją dziewczynę. Szatynka oparła swoją głowę na moim ramieniu i również spoglądała na niebo. To były ostatnie godziny, które mieliśmy spędzić wspólnie. Będzie mi jej naprawdę brakowało, jednak postanowiliśmy ze sobą nie kończyć. Wiedzieliśmy, że związki na odległość, są trudne. Jednak zarówno ona, jak i ja, postanowiliśmy walczyć o swoją miłość, niezależnie od trudności jakie nas napotkają.
          Kiedy rozdzieliliśmy się od siebie, spojrzałem szatynce prosto w oczy. Scarlett uśmiechnęła się do mnie lekko, jednak w jej oczach widziałem smutek.
- Jeśli chcesz, mogę dać ci wolność. Nie chcę żebyś cierpiała. – oznajmiłem. Moje serce zadrżało. Dziewczyna jednak pokręciła szybko głową.
- Nie chcę tego i wiem, że ty też nie. Dla ciebie jestem gotowa poczekać. Ale obiecaj, że będziesz dzwonił do mnie tak często, jak tylko będzie to możliwe.
- Obiecuję, ale ty też mi to obiecaj.
- Obiecuję.
- Nikt nie wyrwie mi tej chwili z pamięci. Ani tych, które spędziliśmy razem. – powiedziałem i pocałowałem swoją dziewczynę w nosek. – Ani ciebie Scarlett. 
***

Cześć! Może to za wcześnie jak na mnie, osobę, która nie potrafi dodawać nic regularnie, ale jednak się stara i próbuje to zmienić, jednak do końca października raczej nie będę miała czasu aby tu zajrzeć, bo mam masę sprawdzianów, kartkówek, niedługo wywiadówka więc trzeba popoprawiać złe oceny, których tak mam malutko, z czego się cieszę. Mam także półmetek oraz jadę na wycieczkę, więc na pewno będzie trudno, dlatego ostatni rozdział a za nim epilog pojawią się w listopadzie. Jesteście ciekawe zakończenia tego bloga? Powiem Wam, że trudno jest mi to zrobić, bo chociaż nie było perfekcyjne, czego bardzo chciałam, zżyłam się z nim. Ze słonecznym Los Angeles, dziewczynami i chłopakami, ale to pewnie Wam jeszcze napiszę w epilogu. W każdym razie jeszcze wszystko może się zdarzyć. Myślicie, że Harry i Zayn powiedzą dziewczynom o swoich uczuciach? Na koniec chciałabym Was zaprosić na opowiadanie, które ruszy równo z zakończeniem tego. Ono będzie moim pierwszym i zapewne ostatnim bez udziału 1D, przez co mam nadzieję, że Was nie zniechęci. Jeśli chcecie są już na nim bohaterowie i zwiastun, więc możecie ocenić czy będzie warto. W każdym razie dla mnie jest to coś nowego. Jeśli się Wam spodoba, liczę na komentarze! Do zobaczenia w listopadzie!